XXVI LO w Łodzi

»Refleksje

Refleksje związane z obchodami 60-lecia mojej szkoły.

 

„Wrócimy tutaj, bo jest jakaś siła, 
że każdy chętnie do młodości wraca
Wrócimy tutaj, Ty nas nauczyłaś, 
co dobro, piękno, co wiedza i praca”.

(z hymnu XXVI LO ówcześnie im. M. Fornalskiej w Łodzi)

 



Ile dni nam jeszcze pozostało? Ile czasu spędziliśmy razem? – zastanawiałam się podczas jubileuszu mojej szkoły.

Obchodzenie tak, jakże okrągłej, rocznicy liceum dla absolwentów było doskonałą okazją do wspomnień, bo przeżyli razem cztery lub trzy lata. Bo kiedyś się przyjaźnili, byli sobie obojętni, bądź wręcz się nienawidzili. Czasem wspomnienia są wszystkim, co nam pozostaje… Być może właśnie to „spotkanie po latach” spowodowało, że niegdyś idealnie wychowana młodzież , stając się ludźmi dojrzałymi, zmieniła swoje zachowanie i przeszkadzała podczas przedstawienia zorganizowanego przez aktualnych uczniów(!). Toż to absolwentom Dwudziestego Szóstego nie przystoi! Należy jednak wybaczyć. Takie spotkanie może wzbudzać dużo emocji. Szczególnie, jeśli ludzie byli sobie bliscy…

„Nawet, jeśli ktoś kiedyś tam, zalazł wam naprawdę za skórę i obiecaliście sobie, że już nigdy się do niego nie odezwiecie, za dwadzieścia kilka lat, uwierzcie mi, będziecie się cieszyć ze spotkania, jakby to był niegdyś wasz największy przyjaciel”- mówiła nam wychowawczyni. Dziś patrząc na moją klasę, na kolegów, znajomych, niestety, wątpię w prawdziwość… Nie, nie tyle w prawdziwość, co możliwość spełnienia się tych słów.

Pewnie za kilka lat to się diametralnie zmieni, bo będę miała dość ludzi z pracy, dzieci, męża, dość codziennych „dorosłych” obowiązków. Będę chciała wrócić do lat nastoletnich, czasów mojej młodości. Do pierwszych doświadczeń, które pierwszymi już nigdy nie będą. Wydaje mi się, że w ten sposób myślą ludzie, którzy skończyli liceum. Obchody 60-tej, jak i każdej, rocznicy są dla nich swego rodzaju wehikułem czasu… przypominają sobie swoje ideały, znów mogą „marzeniami żyć, jak króle”. Po raz kolejny poczuć się tą „elitą” młodzieży, kończącej jedno z najlepszych liceów w Łodzi. Znów wspominają, co Brydzia z IVA robiła na swojej „osiemnastce”, co prof. Iksiński powiedział, gdy Grzesio z II E zrobił „byka” w zeszycie. To dla tych spotkań rocznice szkół powinny być obchodzone. Dla tych ludzi, dla ich prywatnych, ulotnych uczuć, myśli, chwil. 

Oczywiście sześćdziesięciolecie nie może obyć się bez przypomnienia dosyć ciekawej historii miejsca, w którym się (tak, taaak…) wychowujemy, które nas kształtuje. To my tworzymy tę historię. „Przeszłość to dziś” (- tytuł jednego z moich podręczników). Za 20 lat to inni uczniowie będą słuchać o nas. Niektórzy poziewają, inni poprzeszkadzają. Wszyscy jednak zapamiętają, że byli na obchodach. Słyszałam, że wcześniej uczniowie nie świętowali rocznic, w uroczystościach brali udział tylko absolwenci szkoły. Bardzo się cieszę, że ja tę okazję miałam. Poczułam się częścią szkolnych murów i byłam dumna ze swoich kolegów, którzy przygotowali spektakl. Z ich talentu, stworzonego także przez to liceum, z tego, że ich znam i że tak wspaniale sobie poradzili. Zbliżyło mnie to do nich, a więc i do szkoły. Wiem, że te mury mają bogatą historię, że gdyby nie ludzie, którzy tworzyli i dbali o „Dwa-Sześć”, uczyłabym się gdzie indziej a moje poglądy, jak i przyszłość ukształtowałyby się inaczej. Wszystko jest ulotne. Zimne korytarze, mogą stać się przyjaciółmi. Chwile na pozór błahe, kluczowymi.

Świętowanie kolejnych rocznic jest podziękowaniem dla ludzi, bo to ludzie są szkołą.

 

Olga Duszyńska- uczennica klasy IIIA, rocznik 2009/2010