Kategoria: O szkole
Opublikowano: środa, 31, sierpień 2011 17:05
Super User
Odsłony: 22983

O Mojej Szkole z okazji Jej 60-lecia

 

Wspomnienia …
To jedne z niewielu rzeczy, 
Które zostają na zawsze …
Których nikt nie może nam odebrać …

 



Z niecierpliwością oczekiwałam kolejnego Jubileuszu Mojego Liceum.
Gdy w dniu Zjazdu stanęłam przed budynkiem szkoły – powitał mnie duży napis widniejący na jej murach - 60 LAT XXVI LO
Chwila zadumy … to już 60 lat minęło, kiedy po raz pierwszy przekroczyłam progi – Szkoły VI TPTMojej Szkoły ! – bo przecież w Jej murach spędziłam 10 radosnych i beztroskich lat.

W moich wspomnieniach … 

Rok 1949 … Wchodzę do budynku nowo wybudowanej szkoły jako uczennica II klasy. Małej, wówczas 8-letniej dziewczynce nowa szkoła wydawała się piękna i taka ogromna w porównaniu ze „starą” podstawówką. Poza tym wszystko w niej było wspaniałe… - długie, jasne korytarze, przestronne klasy i wygodne ławki, ogromna aula i jeszcze większa sala gimnastyczna obok, której były natryski umożliwiające kąpiel w strugach bieżącej wody (rarytas w domach wielu uczniów), świetlica zapewniająca opiekę i bułkę na podwieczorek, TPD – Towarzystwo Przyjaciół Dzieci – organizujące w niedzielne poranki Koła Zainteresowań dla uczniów …
Ówczesna „VI – tka” kształciła uczniów stopnia podstawowego i licealnego obejmując klasy I – XI. Dzieciaki 
z podstawówki nieustannie „plątały” się wśród młodzieży licealnej ciekawe wszystkiego, co dotyczyło i działo się w Liceum. Pamiętam, jak podpatrywaliśmy zachowania licealistów i ich pierwsze zakochania, podziwialiśmy 
i oklaskiwaliśmy na występach i akademiach z okazji …, gorąco, bardzo gorąco dopingowaliśmy w czasie rozgrywek sportowych. Na podstawie zasłyszanych rozmów licealistów rozpoznawaliśmy także Grono Pedagogiczne Liceum. W tamtych latach „znaliśmy” Profesorów wyłącznie „oczami” licealistów.

Wchodzę do Mojej Szkoły. Okazuje się, że jestem pierwszą absolwentką, która zgłosiła się na dzisiejsze uroczystości. W progu wita mnie grupa uśmiechniętej, dorodnej młodzieży, bardzo przejętej rolą gospodarzy. Dwie urodziwe i przesympatyczne licealistki natychmiast podchodzą do mnie, udzielają wyczerpujących informacji i proponują oprowadzenie po szkole.

Przechodzę pustymi jeszcze korytarzami. Oglądam fotografie absolwentów. W mojej pamięci przewijają się twarze pierwszych roczników maturalnych: Bogdana Koprowskiego – twórcy hymnu naszej szkoły, Iwony Matuszewskiej i Leszka Maliszewskiego – wzorowych uczniów, Sławka Zdepa –wspaniałego koszykarza, „demona parkietu”. Pamiętam doskonale twarze tych, którzy tak pięknie recytowali wiersze – kruczowłosego Bogdana Antczaka i jasnowłosego Zbyszka Cynkutisa, a także wielu innych, których nazwiska zatarł czas …

Dochodzę do swojej klasy, a pamięć przywołuje tamte lata …
Jest rok 1955 ... Jestem wreszcie LICEALISTKĄ - uczennicą VIII klasy, w dalszym ciągu - Szkoły VI TPD. Nowe koleżanki i nowi koledzy. Pierwsze lekcje. Poznajemy naszego Wychowawcę - Profesora Włodzimierza Nahornego „RUSKA” i pozostałych Profesorów, którzy przez kolejne 4 lata z uporem godnym podziwu starali się przekazać nam jak najwięcej wiedzy i wszystkimi możliwymi sposobami „zmuszali” do nauki. Do dziś pamiętam słowa profesora E.Łuczyńskiego „KAKTUSA” - „ … ty mi nie mów, że się uczyłaś, tylko udowodnij, że nauczyłaś się!” Oczywiście kolejna dwója i … zaliczanie całorocznego materiału, aby otrzymać promocję do następnej klasy. (wzór bilansu cieplnego pamiętam do tej pory).

Nasi Profesorowie - DYRO (dyrektor A.Wojtecki), KONAR, RUSEK, KAKTUS, Polonistka (B.Machejko) Chemiczka (I.Leśniewska), Geograf (J. Izydorczyk), Matematyk (E.Olejniczak) i wszyscy pozostali - BYLI WSPANIAŁYMI NAUCZYCIELAMI
Dawali z siebie wszystko i jeszcze więcej. Często dużo, dużo więcej niż przewidywał ówczesny program nauczania. Bywało, że przekazywali nam treści nie zawsze zgodne z wytycznymi ówczesnych władz.
Nasi Profesorowie byli wspaniali swą mądrością życiową. Pamiętam rok 1956, aulę wypełnioną przez uczniów w skupieniu słuchających płomiennego wystąpienia Zbyszka Cynkutisa o zmianach zachodzących w naszym kraju. Pamiętam reakcję i ogromne emocje młodzieży, pamiętam także rozwagę i postawę Naszych Profesorów w tym trudnym okresie.
Cenię Naszych Profesorów za wszystko i chylę głowę. 

Wchodzę do Auli im. Profesora Henryka Konarzewskiego. Trzymam w ręce pożółkłą fotografię naszej klasy z której spoglądają dziewczyny i chłopcy … z tamtych lat – wszyscy urodziwi i uśmiechnięci. Kogo z Nich dziś spotkam? Wśród absolwentów z wolna zapełniających Aulę wypatruję znajome twarze – Ani, Wandy, Jagody
i Doroty. Są dwie Basie i Andrzej, są absolwenci z bliskich nam roczników. Jest też spora grupa „WETERANÓW” Na NICH zawsze można liczyć ! ICH więź ze SZKOŁĄ najlepiej oddadzą słowa

Przybyliśmy tu dziś „… bo jest jakaś siła …” - jesteśmy tu dziś „… bo dla Ciebie wciąż nasze serca biją …”

Uroczystość otwarcia obchodów 60-lecia XXVI LO przygotowana była perfekcyjnie. Gospodarze obchodów – Profesorowie i Licealiści, bardzo zaangażowani i przejęci – trudno było ocenić, Kto bardziej – dwoili się i troili, aby przygotowany program wypadł jak najlepiej. I trzeba przyznać – to IM się udało!
Wystąpienia – Pani Dyrektor mgr M.Wiśniewskiej i wszystkich pozostałych przedstawicieli władz i organizacji oraz zaproszonych Gości były ciepłe i życzliwe. Serdecznościom składanym na ręce Pani Dyrektor nie było końca. 
W części artystycznej młodzież „dwa sześć” pokazała się - jak zawsze – z jak najlepszej strony. Licealistom – za piękną inscenizację poezji K.K. Baczyńskiego, za piękny śpiew oraz piękną grę w orkiestrze – absolwenci podziękowali owacją na stojąco.

W Sali Gimnastycznej do której zostaliśmy zaproszeni na poczęstunek, następuje szybkie „wyłuskiwanie” dawno niewidzianych przyjaciół. Tworzą się mniejsze i większe grupki. Wszystkim zebranym udziela się nastrój radosnego podniecenia. Powitania …, uśmiechy …, pierwsze rozmowy … - przy bajecznie kolorowych kanapkach, smakowitych słodyczach, kawie i herbacie. Tym koleżeńskim pogaduchom nie byłoby końca, gdyby nie mocny „akcent” orkiestry, będący sygnałem do rozpoczęcia zwiedzania szkoły i spotkań absolwentów w swoich klasach.

 

W naszej klasie zgromadziła się kilkunastoosobowa grupa „młodzieży z najstarszych roczników maturalnych” Choć już nie ten wzrok, nie ten kolor włosów i barwa głosu, to klimat sali szkolnej spowodował, że poczuliśmy się jak za dawnych lat - młodzi, radośni, roześmiani ... 
Czas biegł nieubłaganie, a my prześcigaliśmy się we wspomnieniach - … o tym jak daliśmy KAKTUSOWI kaktusa w prezencie, o KONARZE i jego sposobach „perswazji”, o „bombowych” eksperymentach w pracowni chemicznej pod nieobecność profesor I. Leśniewskiej, o harcerstwie i o pani profesor B, Machejko, o … a także o naszych żartach i psotach płatanych kolegom i Profesorom.
Na zakończenie spotkania – w kręgu – złączeni ze sobą ramionami, zaśpiewaliśmy harcerską piosenkę
„ … Stańmy bracia wraz, ilu jest tu nas,
Zróbmy przyjacielskie koło, 
Zaśpiewajmy pieśń wesołą
Choć rozstania czas…”

Żegnaliśmy się z żalem. Czekał nas przecież jeszcze Bal Absolwentów.

Bal Absolwentów w przepięknej Sali Balowej Pałacu Poznańskiego był wspaniałym akcentem zamykającym obchody 60-lecia Naszego LO.

Chciałoby się powiedzieć … Ach co to był za bal! Panie w wieczorowych sukniach, Panowie w pełnej gali. Wszyscy wspaniale prezentowali się na tle urokliwych wnętrz Pałacu. Niezwykły klimat zapewniał także doskonały wystrój sali, serwowane dania i drinki oraz dobra muzyka, która podrywała do tańca. Na parkiecie do białego rana – jak w tyglu – wirowały i mieszały się między sobą „roczniki maturalne”. Brać XXVI LO pokazała, że potrafi bawić się !!!

Z ociąganiem opuszczaliśmy Salę Balową. Za murami Pałacu Poznańskiego witała nas Łódź – cicha … jeszcze trochę senna …
Do zobaczenia na następnym Jubileuszowym Zjeździe!

Sobie, na ten czas oczekiwania pozostawiam wspomnienia, bo …


Wspomnienia to miła rzecz, w nich pozostają cząstki naszych dusz.

(Oscar Wilde).

 

 

Irena Józefowicz (Stańczak)
absolwentka rocznik 1959