Kategoria: O szkole
Opublikowano: środa, 31, sierpień 2011 17:06
Super User
Odsłony: 20570

Początek października. Piękne jesienne dni dla XXVI LO były szczególne. Zaczęliśmy obchody 60 rocznicy istnienia naszej szkoły. Długie przygotowania, 2 i 3 października doczekały się radosnego, ale też i refleksyjnego finału. Gdzieś tam w górze czuwali nad nami byli dyrektorzy, a wśród nich legenda placówki – dyr. Danuta Falak. Tego ogromnego przedsięwzięcia podjęła się obecna dyrektor szkoły pani Małgorzata Wiśniewska ze swoją zastępczynią panią Martą Marajdą oraz wszyscy pracownicy szkoły. Nie byłoby jednak tak pięknie, gdyby nie zaangażowanie i wysoka kultura naszych uczniów. Pani dyrektor Wiśniewska, będąc wierna tradycji, wpisała również siebie, swoją inwencję w charakter obchodów. Pierwszy dzień poświęcony był naszym wychowankom. 
M. Wiśniewska słusznie uważa, ze obecni uczniowie powinni uczestniczyć w tych obchodach, obejrzeć prace swych kolegów, poczuć się jeszcze silniej związani ze szkołą. To niewątpliwie piękny pomysł, który należy kontynuować. W piątek rano odbyła się wzruszająca msza święta z udziałem biskupa Ireneusza Pękalskiego, księży katechetów 
z XXVI LO oraz naszych uczniów i nauczycieli. Z jednej strony miałam ochotę śpiewać „chwalmy Pana”, z drugiej przeżyliśmy - ja i moi koledzy wielkie wzruszenie, że hierarcha łódzkiego kościoła zadał sobie tyle trudu, aby poznać statut szkoły i ciekawie zinterpretować jego paragrafy. To się musiało podobać! Dwie godziny później uczniowie spotkali się z emerytowanymi nauczycielami oraz absolwentami. Pomagałam w spotkaniu klasy IIa z polonistką, 
z którą przepracowałam w zespole wiele lat – panią Magdaleną Płauszewską. Było pięknie. Młodzi humaniści przygotowali mały występ, upiekli ciasta i ucięli sobie całkiem niezłą pogawędkę o literaturze i muzyce. W ciągu 45 minut zrobiło się swojsko i przyjaźnie. Wiem od p. Profesor, ze w pracowni nr. 53 wróciły do niej belferskie wspomnienia. Dziękuje za to moim wychowankom. Chcę skupić się na jeszcze jednym aspekcie obchodów. Jestem trochę zakłopotana, bo pracując w liceum 34 lata czuję się jak jego filar. Tak kiedyś (dawno temu) określałam moich odrobinę starszych kolegów: D. Witkowską, M. Witkowskiego, J. Dobruchowskiego, Z. Rozbicką, D. Banasiak – nie sposób wymienić wszystkich. Zmierzam do tego, że znam bliżej lub z widzenia wielu naszych absolwentów i przy realizacji nowego zadania mogłam być pomocna. 

Pomysł był pani dyrektor Wiśniewskiej, wykonanie nasze: moje i moich wychowanków. Pozostając przy wspomnieniach, chcę zaprezentować pracę: Asi Pomykalskiej, Oli Fabjańskiej i Michała Sowińskiego. Tym młodym „dziennikarzom” udało się wskrzesić sporo ciekawych wspomnień naszych absolwentów. Zapraszam do lektury: 

Obchody sześćdziesięciolecia szkoły były okazją do rozmów z absolwentami i dawnymi nauczycielami naszego liceum. Wspominając czas pobytu w XXVI LO zapominali o smutnych chwilach, podkreślając że był to jeden z lepszych okresów w ich życiu. Z niecierpliwością oczekiwali na zbliżającą się zabawę w Pałacu Poznańskich.

Przyjaciele szkolni z lat dziewięćdziesiątych (Marzena Kembłowska - Plocek, jej siostra Danuta Dupier oraz Jacek Grudzień) uważają, że XXVI LO było kluczem do ich sukcesów. A nie były one wcale małe. Redaktor Jacek Grudzień posiada spore dokonania na polu dziennikarskim, a pani Marzena Kembłowska – Plocek prowadzi w Polsce oddział angielskiej spółki Alps Group LiDUK. Z pewnością ma się czym pochwalić jej siostra – Danuta Kembłowska – Dupier, która współpracowała przy budowie metra w Dubaju oraz Istambule. Pomocne w tych osiągnięciach okazały się wyjazdy zagraniczne, chociaż odbyły się one kosztem rocznej przerwy w szkole. Pan redaktor nie ukrywa rozbawienia swoją sytuacją. Mimo że był rekordzistą w ilości ocen niedostatecznych 
w semestrze oraz egzaminów komisyjnych z fizyki, dziś jest nauczycielem akademickim. Wśród uczniów zyskał opinię bardzo towarzyskiej osoby. Jedenaście razy był świadkiem na ślubach, przy czym osiem osób, które go o to poprosiło należało do jego dawnej klasy. 

Rocznikowi dzisiejszego Podsekretarza Stanu - Radosława Stępnia przyszło uczyć się w latach Stanu Wojennego. Patronką szkoły była wtedy Małgorzata Fornalska – działaczka komunistyczna, której młodzież na pewno nie uważała za wzorzec, czego wyrazem było powieszenie obok jej portretu wizerunku Józefa Piłsudskiego. Czasy nauki pana podsekretarza to również jedyna studniówka, która zakończyła się przed 22 (godzina policyjna), co nie znaczy, że uczniowie nie bawili się do rana. Zabawa skończyła się o na retkińskim osiedlu. 

Jedną z rozmów przeprowadziliśmy z Agnieszką Wojciechowska von Heukelom dyr. biura poseł Joanny Kluzik - Rostkowskiej, dyr. Regionalnego Biura Województwa Łódzkiego w Brukseli.

Czasy, w których pani Agnieszka uczyła się w naszym liceum obfitowały w wiele ważnych wydarzeń (które na historii poznaje dzisiaj każdy licealista); karnawał „Solidarności”, wprowadzenie stanu wojennego, druga pielgrzymka papieża. Jednocześnie dla pani Agnieszki to czas prywatek, życia licealnego, studniówki i przygotowań do matury. Wtedy , jak wspomina nasza rozmówczyni, XXVI LO było jedyną szkołą w Łodzi, która miała egzaminy wstępne. Dla szkoły był to okres rządów pani dyrektor Danuty Falak, która słynęła z dbałości o dyscyplinę wśród uczniów. Tarcze i fartuszki były szkolną codziennością (te ostatnie, zaraz po lekcjach, były pośpiesznie chowane w plecaku). Ten pewien rygor, który narzucała szkoła spotykał się z buntem wśród uczniów, ale jak zauważyła nasza rozmówczyni; „Inaczej patrzy się na to z perspektywy czasu”, dostrzega pozytywne strony; „nie odczuwało się różnic, nie koncentrowało na wyglądzie, który nie jest najważniejszy”. Była jeszcze inna strona „absurdalnych” wymagań; sprzeciw wobec nich zbliżał uczniów. 

Czas liceum to największy rozwój humanistyczny; wyjścia do teatru, filharmonii czy muzeów. Pani Agnieszka wspomina przy tym swoją polonistkę panią profesor Płauszewską oraz pytanie, które rozpoczynało każdą lekcję; „Co ostatnio przeczytaliście ćwierćinteligenci oprócz kryminału i ekspresu?”. Pytanie to wzbudzało popłoch wśród tych uczniów, którzy mieli braki w lekturze. Próby nadrobienia tych braków podczas przerw, przez opowiadanie sobie nawzajem treści książek, doprowadzały do komicznych sytuacji. I tak opowiedziane podczas przerwy „Na zachodzie bez zmian”, na lekcji zmieniało tytuł na „Od wschodu spokój”. Jednak nie liczba przeczytanych lektur, a myślenie było najważniejsze dla pani profesor Płauszewskiej „Jedno z wypracowań miało tytuł ”Moje książki, które nie są lekturami”. Kolega napisał, że szkoła nie pozostawia mu czasu na czytanie innych książek niż lektury. Dostał pięć”.

Pani Agnieszka zdecydowała się studiować polonistykę na wydziale, który w tamtych latach był bastionem walki z komunizmem, miejscem studenckich protestów, walki z cenzurą. Ta atmosfera była obecna również w liceum im. Małgorzaty Fornalskiej. Buntowano się przeciwko wszechobecnemu językowi rosyjskiemu, w ubrania wpinano oporniki (małe elementy układów elektrycznych) lub żółwie na znak sprzeciwu. Był to na pewno ciężki czas dla pani dyrektor Danuty Falak, która na apelach musiała tłumaczyć zbuntowanej młodzieży, dlaczego wprowadzono stan wojenny. W niektórych szkołach po „niepokornych” przychodzili funkcjonariusze UB, tego starała się uniknąć pani dyrektor. Z powszechnym sprzeciwem wśród uczniów spotkało się wtedy zaproszenie do szkoły Orkiestry Wojskowej. Swój bunt okazali przychodząc na występ „w żałobie”. Ta jawna manifestacja doprowadziła dyrektor Falak do rozpaczy, a na naszą rozmówczynię ściągnęła groźbę wyrzucenia ze szkoły. Pani Agnieszka nie przypomina sobie jednak, żeby kogoś spotkały poważne represje.

Lata osiemdziesiąte to obraz pustych sklepów, przed którymi stały długie kolejki czekających na dostawę towarów. W ciągłym braku wszystkiego organizacja studniówki stawała się nie byle jakim wyzwaniem, i wyzwalała w uczniach pokłady inwencji. Powodzeniem cieszyły się kreacje babci pani Agnieszki. Sama pani Agnieszka upatrzone buty kupiła na kartki, a przy tym okazały się one za małe.

O tym, jak wszechstronnie kształciło nasze LO świadczy fakt, że pan Jacek Stachowicz, który uzyskał z ustnej matury z polskiego ocenę celującą jest dziś wykładowcą matematyki. Wspominał, że na zadane pytanie, skąd posiada takie informacje odpowiedział: „No oczywiście, że z lekcji polskiego”. Uważa, że nauka w XXVI LO dała mu więcej niż studia. 

Również nauczyciele posiadają ciekawe wspomnienia. Rozmawialiśmy z wychowawczynią pierwszej w szkole klasy sportowej, która zdawała maturę w ’74 roku – panią Jolantą Dąbrowską. Pewnego dnia do jej drzwi zapukało sześciu wychowanków. Oświadczyli, że przyszli na wagary wiórować podłogę, co było popularną karą w XXVI LO. Klasa do tej pory jest ze sobą bardzo zżyta, spotyka się ze swoją wychowawczynią co pięć lat.

Ich młodsi koledzy rocznika zdającego maturę w ’79 roku (Tomek Walas, Joanna Rybińska, Danuta Zielińska, Mariola Przybylska, Grzegorz Mazur, Paweł Boss i Bogumiła Studzienna – Krawczyk) nadal żywią do siebie sympatię. Przyłączyliśmy się do jednej z ich rozmów. W skrócie przedstawili nam historię czterech lat spędzonych w LO, które obfitowały w wiele ciekawych zdarzeń. Najczęściej wspominali o przydzielanych im karach. Wiórowanie parkietów (które umilali sobie nuceniem piosenek) i pielenie grządek należało do ich najczęstszych zadań. Prace tego typu nie były wyłącznie karą. W ramach zajęć grabili liście, pomagali w wykopkach buraków, sprzątali nowo wybudowane bloki na Retkini i opiekowali się zwierzętami w ZOO. Żeńska część klasy ubolewała nad obowiązkiem noszenia spódnic, które nie mogły sięgać wyżej niż 5cm przed kolano. Spodnie były dopuszczalne jedynie w miesiącach zimowych. 

Niewątpliwie ciekawą postacią był przeniesiony do ich klasy Jan Czemerski, uczący się początkowo w klasie o profilu matematyczno – fizycznym. Po zajęciu przez niego wysokiego miejsca w biegach przełajowych, dyrektor Konarzewski zdecydował się przenieść go do klasy sportowej. Jan Czemerski był niepokornym uczniem, co nie umniejszało jego sukcesów. W swojej szkolnej karierze tego samego dnia został zawieszony w prawach ucznia oraz otrzymał medal za zasługi dla szkoły. 

Szkołę tworzyło zawsze zgrane grono pedagogiczne, które umiało ukształtować charaktery uczniów. 
W wypowiedziach naszych rozmówców często wymieniane były sylwetki dwóch dyrektorów: Henryka Konarzewskiego, który kierował szkołą w latach 1961-1978 oraz docenianej przez wszystkich Danuty Falak. Jej siostra – Maria Kluszczyńska nie ukrywała swojego wzruszenia. Na pytanie, co czuje, kiedy przychodzi do naszej szkoły odpowiedziała: „Smutno mi, że moja siostra nie może tego zobaczyć.”


Jadwiga Perkowska,
Joanna Pomykalska,
Aleksandra Fabjańska,
Michał Sowiński